oswajamy-mrozoswajamy-mroz

LIDER ZESPOŁU ROMANOVSKI TEAM
VALERJAN ROMANOVSKI
OSWAJAMY MRÓZ

Zrealizował ponad 10 projektów sportowych, część z rangi Guinnessa, niektóre własne rekordy, zgłoszone do stworzenia nowych kategorii w księdze. Na bieżąco kilka rekordów są analizowane przez siedzibę w celu weryfikacji. Kilka rekordów siedziba uznała, potwierdzając wiarygodność certyfikatem. W większości wyzwania dotyczą indywidualnej jazdy długodystansowej i w największym przewyższeniu. To oznacza, że ,,nie schodził” z siodełka przez 12, 24 i 48 godzin. Jeździł w upale i przy -50°C . Ale nie lubi, kiedy wyzwania, które sobie stawia, określa się jako „ekstremalne”. – Jestem przeciętnym człowiekiem, który może tylko robi dość nieprzeciętne rzeczy – mówi o sobie Valerjan Romanovski.

Kiedy się urodził – na Wileńszczyźnie, w małej wiosce Gudele, położonej niedaleko Mejszagoły – sąsiadka, znachorka, nisko oceniła jego szanse na przeżycie. Przy swoim bracie bliźniaku wyglądał bardzo mizernie. I choć w późniejszych latach, jeszcze na Litwie, z sukcesami reprezentował Polską szkołę w lekkoatletyce, zabierając trofea klasom rosyjskim i litewskim . Nie wzięli go do wojska Radzieckiego z powodu… słabego zdrowia, nie chcieli ryzykować konsekwencjami. Lekarz, do którego kilka lat temu zwrócił o zaświadczenie lekarskie do skoków na spadochronie, zdiagnozował problemy z kręgosłupem i zakazał uprawiania sportu.

Gdy dowiedział się, że Valerjan ustanawia na rowerze rekordy Guinnessa w jeździe 48 godzinnej, ostrzegł, że skończy na wózku inwalidzkim. Zmienił więc specjalistę na takiego, który zdefiniował problem i zalecił odpowiednie ćwiczenia, wzmacniające gorset mięśniowy.

Mimo wszystko – jeśli nie jest się zawodowym kolarzem, a codziennym zadaniem nie jest jedynie wykonanie treningu albo udział w zawodach – takie obciążenia wydają się dla organizmu przeciętnego, nawet w pełni zdrowego człowieka po czterdziestce, niemożliwe do udźwignięcia. A przynajmniej bardzo trudne. Jednak nie, nie „bardzo trudne”. Słowo „niemożliwe” jest tu bardziej adekwatne, uwzględniając, że każdego roku Valerjan przygotowuje się do przynajmniej dwóch – letnich i zimowych – długodystansowych wyzwań, którym towarzyszą ekstremalne warunki klimatyczne.

W tym, co robi, największą satysfakcję daje mu wydobywanie z organizmu możliwości czy zasobów wcześniej nieznanych/uśpionych. – Gdyby ktoś kilka lat temu powiedział mi, że będę przez 48 godzin jeździł po Syberii (Jakucji) w temperaturze -40°C, powiedziałbym, że to jest niemożliwe. Albo że będę mieszkał 100 godzin w komorze termoklimatycznej na PK, spożywając jedzenie w postaci lodu, w której odczuwalna temperatura wynosi -60°C – też uznałbym to za nierealne – mówi. – A jednak to się wydarzyło. Wydobyłem przy tym z organizmu dużo więcej, niż wydawało się że jest możliwe, nauczyłem się funkcjonować w tych na pozór nieakceptowalnym przez organizm środowisku. Tak przesuwa się granice, przede wszystkim poznaje się możliwości i potencjał swojego ciała i umysłu.
Praca z ciałem jest jego pasją. – Człowiek zawsze mnie fascynował – mówi. – Sprzęt może zawieść, z człowiekiem jest inaczej. To nie jest tak, że mając lat 40, 50 czy 60, z założenia jest się mniej sprawnym. Owszem, pewnie często tak jest, ale moim zdaniem, jeśli umiejętnie pracujemy nad określonymi cechami, możemy poprawiać sprawność organizmu niezależnie od wieku.

Valerjan podkreśla przy tym, że najważniejsza jest znajomość swojego organizmu i nawiązanie właściwej relacji z ciałem. Opiera się ona na prostych zasadach: być partnerem swojego ciała, a nie jego wrogiem, właściwie odczytywać wysyłane przez nie sygnały, dobrze, zdrowo się odżywiać, wydajnie się regenerować – w czym pomagają nie restrykcyjne diety (kolejne słowo, którego Valerjan nie lubi), ale prawidłowe nawyki żywieniowe – i szanować jego potrzeby. – Źle traktowane, zmęczone ciało szybko nam się „odwdzięczy” chorobami, kontuzjami czy frustracją – odkrywa sekrety swoich osiągnięć Valerjan. Jedzenie uważa za przyjemność. Nie waży produktów, ale zwraca uwagę na wysokie wartości odżywcze, naturalne składniki i sprawdzone pochodzenie. I dostarcza organizmowi dokładnie tyle kalorii, ile ich w danym okresie przygotowań, startu czy regeneracji potrzebuje. Sam na wadze staje raz na miesiąc, podczas badań na AWF w Krakowie. – Ale mam w domu lustro i widzę, że gdzieś jest za dużo. Albo za mało, bo i tak bywa. Ciało poddane na niskie temperatury potrzebuje naturalnej izolacji czyli tkanki tłuszczowej. W komorze termoklimatycznej, w której spędziłem ponad cztery doby, straciłem ok. 4 kilogramy, kolega Piotr Marczewski 8 kg, skuteczna metoda na zrzucenia wagi :).

Na tym opiera rezultaty w sporcie i realizację ponadprzeciętnych przedsięwzięć. Chociaż największą przyjemność sprawia mu nie sam wynik, efekt końcowy, ale ten cały proces związany z przygotowaniami do zawodów. – Droga jest o wiele ciekawsza/rozwijająca niż cele, do którego prowadzi. On jest tylko efektem przebytej drogi i jeśli skupisz się wyłącznie na nim, często pojawia się rozczarowanie, frustracja. Wystarczy, że przed startem przytrafi się kontuzja i trzeba będzie zrezygnować z wyzwania albo przełożyć je na inny dalszy nieokreślony termin.

Takie podejście przekłada się na wszystko, czym zajmuje się w życiu. A musi pogodzić wiele kwestii. Wraz z braćmi prowadzi firmę zajmującą się wyrobami z drewna, jest w niej konsultantem, ma również uprawnienia do wykonywania ekspertyz w zakresie podłóg drewnianych, jest cenionym ekspertem w tej dziedzinie. Jest także doktorantem warszawskiej SGGW w Zakładzie Ochrony Drewna.

– Drewno jest moją pasją. Na uczelni śmieją się, że z nim rozmawiam, nazywają mnie „doktorkiem od podłóg” – mówi. – Ale ono rzeczywiście mnie fascynuje, szczególnie różnorodne i bardzo liczne gatunki egzotyczne. Drewno to twór natury, drzewo po ścięciu nadal żyje, właśnie jako drewno, i nie można od niego wymagać cech, których nie ma. Decydując się na drewno, trzeba uwzględnić jego właściwości, podporządkować im swoje oczekiwania, nigdy odwrotnie. Żeby go nie kaleczyć. Wielu ludzi jest rozczarowanych drewnem, bo nie rozumieją języka w którym przemawia, są zadufani w sobie tego nie rozumieją. Dlatego uważam, że niektórzy nie powinni mieć w domu drewna, bo jeszcze do niego nie dojrzeli. Jeśli ktoś chce materiału perfekcyjnego, będzie zadowolony z plastiku, tworzyw sztucznych.

On sam rozumie, czuje drewno jak mało kto. – Wiem, jak – w zależności od gatunku drzewa, z którego powstało – wraz z upływem czasu zmienia się jego barwa i kształt. Ono ma swój charakter, żyje z nami, oddycha i z nami się starzeje, dokładnie tak jak człowiek – kiedy o tym wszystkim opowiada, w jego oczach pojawiają się radosne iskierki.

Nie ma wątpliwości, praca sprawia Valerjanowi ogromną przyjemność. A przy takim podejściu łatwiej pogodzić przygotowania i starty z obowiązkami zawodowymi i życiem prywatnym. – Zajęcia na uczelni i pracę traktuję jak odpoczynek od ćwiczeń fizycznych. A na rowerze regeneruję się psychicznie – mówi. – Trenuję niekiedy po 30, 40 czy 50 godzin w tygodniu, co oznacza, że niektóre treningi trwają nawet 15 godzin. Przy tak długich dystansach mam dużo czasu na myślenie. Mózg jest wtedy bardziej dotleniony, wydajniejszy, więc mnóstwo pomysłów czy rozwiązań naukowych przychodzi mi do głowy właśnie podczas treningu.

Do prawidłowego działania ciału potrzebna jest przecież także psychiczna i emocjonalna równowaga. Dlatego Valerjan podkreśla, że na podstawie wiedzy o sobie samym warto nie tylko ćwiczyć mięśnie, ale także budować wewnętrzne pokłady motywacji i siły psychicznej. – Żeby później, kiedy już podejmie się wyzwanie i przyjdzie chwila trudna, poczucie, że brakuje mocy, móc czerpać energię z wnętrza siebie, są to pokłady jeszcze mało doceniane – mówi. Bo podjeżdżanie pod Arłamów, żeby w ciągu 12 godzin osiągnąć przewyższenie 11 084,85 m, ustanawianie rekordów 12-, 24- i 48-godzinnych na rowerze MTB czy zdobywanie medali mistrzostw Polski masters wymaga wprawdzie sił fizycznych, ale ich zasoby są w gruncie rzeczy o wiele skromniejsze niż rezerw psychicznych. – Popatrz choćby na świat zwierząt – mówi. – Na Syberii zawsze ostrzega się przed niedźwiedzicą z młodymi, bo kiedy ich broni, w starciu z nią nawet samiec niedźwiedzia, z natury dużo silniejszy, nie ma żadnych szans. A co dopiero człowiek! Motywacja pozwala wydobyć z ciała siłę o wiele większą, niż można by się tego spodziewać po naszych mięśniach.

Valerjanowi, jak wyznał, sił zawsze dodaje myśl o walczących z chorobą nowotworową o najwyższą stawkę, życie, podopiecznych fundacji DKMS, którą wspiera i jest ambasadorem. I wschód słońca. – Szczególnie wtedy, gdy noc trwa 15 godzin, a ja na siodełku spędzam kolejną dobę – wspomina wyczyn z Jakucji (Ojmiakon). Ale to nie jedyne, co podniosło go wtedy na duchu. Mimo ogromnego zmęczenia i wyczerpania jazdą rowerem po skutej lodem i zasypanej śniegiem Syberii szczerze się roześmiał, gdy zobaczył krowę. – Niby nic nadzwyczajnego, ale akurat ta przechadzała się przy -40°C po Ojmiakonie, najzimniejszej wiosce na świecie, w… staniku.

Jak przetrwać dwie doby na siodełku w tych temperaturach? Są to lata pracy nad sobą. Przed startem do tego wyzwania Valerjan, na lekkim zmęczeniu po 24 godzinnej podróży po bezdrożach do Ojmiakonu, zjadł obfity posiłek oparty na tłuszczach i pomny tego, że przy czterdziestu kreskach poniżej zera załatwienie potrzeb fizjologicznych będzie utrudnione, skorzystał z toalety. Odpowiednio natłuścił też kolarską wkładkę w spodenkach, wiedząc, że przez kolejnych 48 godzin nie będzie miał możliwości wymienić ich na inne. W czasie jazdy regularnie, co 30 minut, pił buliony z miejscowych ryb, a co dwie godziny zjadał pełnowartościowy posiłek, na który składało się mięso z renifera lub źrebięciny . Dobowe zużycie energii przy takim wysiłku i w takich temperaturach wyniosło blisko 15 000 kcal, co łatwo zobrazować – to tyle, co 30 czekolad. W ciągu tych 48 godzin co 6 godzin na leżąco rozciągał plecy, w czasie jazdy na odcinkach prostym wpadał w lekki sen. Zespól Valerjana składający się z Wawrzyńca Kuca, fotografa Wacława Laby oraz dziennikarki z Jakucka Julii Szadryny. Do zespołu Julia dołączyła w Jakucku, Polacy tak ją zafascynowali swoim projektem, że postanowiła wziąć w nim udział. Ta decyzja Julli w dużym stopniu wpłynęło, że Valerjan nie zamarz, bo tylko Ona wiedziała jak można ,,okiełzać” mróz, bo w jej żyłach płynie krew plemienia ewenków. Po dwóch dobach mroźnej jazdy zapadł w krótki, 5-godzinny sen (który generalnie uważa za najlepszy sposób regeneracji), by później spotkać się z mieszkańcami Ojmiakonu w miejscowej szkole. W tym dniu pomimo zakończenia zajęć w szkole o 14, cała szkoła czekała (w strojach ludowych) na zespół do godziny 18 (dając Valerjanowi wyspać).
I choć przygotowuje się do kolejnego syberyjskiego wyzwania – tym razem przejedzie z asystą, ale bez wsparcia, 1000 kilometrów na rowerze, z Jakucka przez Góry Wierchojańskie do Ojmiakonu – nie lubi zimna ale jest zachwycony działaniem zimna. A dokładniej – nie lubi marznąć. Do wyzwania w Jakucji przygotowywał się m.in. w… saunie. Jednocześnie podkreśla, że hartuje organizm dzięki morsowaniu lub śpiąc zimą w lesie. Zimą wita odwiedzających go przyjaciół z siekierą, którą wyrąbuje dla nich przerębel. Wozi ją zresztą, podobnie jak rower, w samochodzie. Kilkukrotnie musiał tłumaczyć się z tego nietypowego zestawu patrolowi policji, który zatrzymał go do kontroli.

– Największym wyzwaniem dla człowieka jest środowisko – mówi. – Organizm należy przyzwyczaić do stawianych przez nie warunków – wysokości, ilości tlenu, temperatury. Tak żeby ono nie było przeszkodą w realizacji stawianych sobie wyzwań. Choć w temperaturze -50°C wyzwaniem okazuje się wiele prostych z pozoru czynności.

Zaplanował niestandardowe przedsięwzięcia, w tym projekt „Oswajamy mróz” projektowi patronuję instytucje naukowe (Politechnika Krakowska oraz AWF w Krakowie), na kilka najbliższych lat i przy wsparciu swojego zespołu sukcesywnie realizuje przygotowania. W czasie realizacji projektu ,,Oswajamy Mróz” są prowadzone badania na członkach zespołu, w celu lepszego zrozumienia jak zimno działa na ludzki organizm. W skład Valerjan Romanovski Team wchodzą m.in. trener Arek Kogut, fizjolog dr Łukasz Tota, żywieniowiec Paweł Grochowalski, trenerka fitness Anna Olczak, prywatnie życiowa partnerka Valerjana, która jest dla niego największym wsparciem, oraz kierujący zespołem Wawrzyniec Kuc. Anna Olczak towarzysząc Valerjanowi w projektach w przyspieszonym tempie była ,,zmuszona” polubić mróz, towarzysząc w morsowaniu oraz spaniu na dworze zimą. – Chciałbym się tym zajmować tak długo, jak długo sprawiać mi to będzie przyjemność – mówi Valerjan. – I dopóki to będzie wpływać na mój rozwój, a ja będę mógł poznawać swój organizm i dzielić się swoimi doświadczeniami oraz zdobytą wiedzą na temat ludzkiego ciała i jego możliwości. Ważne też, by te wyzwania nie wpływały negatywnie na moje zdrowie. Do tego momentu wciąż będę je realizował.

Pytany o to, co wciąż go popycha do podejmowania tak ekstremalnych, czy raczej nieprzeciętnych wyzwań, odpowiada, że na pewno nie jest dla niego motywacją to, że nikt jeszcze czegoś nie zrobił i że będzie pierwszy. – Nie rywalizuję też z innymi zawodnikami, bo to jest w pewnym sensie bardziej przewidywalne. Takiego rywala, obserwując jego zachowanie, wiedząc, jak jeździ, można zdominować fizycznie a jak się nie da to psychicznie. Oczywiście, nie zawsze się to udaje, ale jest prostsze niż rywalizowanie z naturą.

A właśnie naturę uważa za swojego największego rywala – nie przeciwnika – z którym mierzy się z pełną świadomością, że te zmagania z góry skazane są na porażkę/ustąpienie. – Przyroda nigdy nie odpuszcza, więc nie da się jej pokonać. Dlatego nie ośmieliłbym się powiedzieć, że zwyciężyłem mrozy Syberii, tylko to, że nie dałem się pokonać.

I może właśnie dlatego Syberia pozwoli mu wrócić do Jakucji w kolejnym roku.

Artykuł pochodzi z czasopisma Szosa, Autor: Małgorzata greten Pawlaczek ©

PROJEKT VR OSWAJAMY MRÓZ
PARTNERZY AKCJI